Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kota. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2011

...

Nie tyle poznaj siebie, ile poznaj wszystkich siebie. Wszystkich z całego twego czasu.

— Jonathan Carroll
Drewniane morze
Zmieniam swoje życie, radykalnie. I nie boje się. Mam prawo podejmować decyzje o sobie samej, mam prawo o siebie zadbać.  Mam prawo myśleć o tym, że moje życie musi się zmienić. Poznaje siebie. Tą zwykłą siebie, pędzącą przez życie z uśmiechem i tym moim będzie dobrze bo dam sobie ze wszystkim rade i tą zamyślaną, wpatrzona w jeden punkt.  Nikt mojego życia za mnie nie przeżyje. Mam jedno. Ci którzy oceniają, chyba o tym nie pamiętają. Trudny czas przede mną, dam radę. Wiem to na pewno.

A teraz kartka, która jest chyba ostatnim świątecznym tworem w tym roku. Omija mnie ten temat zupełnie. Przeżyć, przeczekać i zapomnieć. 




Pafnuc nadal rozsiewa aurę tajemniczośći, przyjaźnimy się, i to bardzo :)


Ogrzewam się zapachem drzewa sandałowego i cynamonu.  I czekam na to, co się zdarzy.



niedziela, 27 listopada 2011

Pafnucy i fioletowa kartka

W moim domu, w piątek, zagościł nowy gość, który zostanie domownikiem. Jest czarny jak węgielek, ma niebieskozielone oczy i piękne puchate futerko. Ma też różne, złe doświadczenia życiowe za sobą, a mimo tego to ufny, mruczący mruczanki poduszkowiec. Nie chciałabym nawet wiedzieć co przeżył, ale na pewno dostanie tyle głaskania i przytulania ile potrzebuje. Imię wymyślone zostało przez pracowych kolegów, bo tam na początku Pafnucy mieszkał, więc w sumie to była przemyślana decyzja. Jak na razie lepiej się u nas czuje niż kota, lekko zszokowana kocia konkurencją. Na szczęście to nie wrogi dystans a delikatne przyglądanie się dziwnemu stworzeniu zadowolonemu z życia.

A o to Pafnucy



Kota... hm po minie widać co na to Kota.


A to kartka zrobiona niedawno, z pięknych elementów zestawu die-cuts Anny Griffin. bardzo lubie takie fiołkowo fioletowe klimaty :)





środa, 28 września 2011

ecru


Strasznie  podoba mi się wyjaśnienie słowa ecru w słowniku wyrazów obcych.

écru [wym. ekrü] kolor naturalny płótna nie bielonego: szarawo-żółty, bledszy i bardziej zielonkawy niż chamois a. kość słoniowa.
 Etym. - fr. 'nie bielony; surowy (jedwab)'; zob. eks-; cru 'surowy' z łac. crudus 'surowy; dziki; niedojrzały'.
 
 Czytając go po raz pierwszy widziałam to prawdziwe płótno na balach, gdzieś tam z zamierzchłej przeszłości. Kartka tez mi się z nią kojarzy. Dlatego wybrałam lekką sukienkową prawie formę, delikatne falbanki i koronki właśnie w takim kolorze jaki jest w opisie. Pieczątka pochodzi z Vivy decor. Bardzo zauroczył mnie ten motyw camey w oprawie. 



Wstążka kupiona w scrap.com.pl dobrze mi tutaj pasuje.  Mimo że kupiłam je kilka miesięcy temu, teraz dopiero zaczynam dostrzegać ich potencjał. Jakoś zaczynam przekonywać się do nich.



I jak zwykle wpatrzona w obiektyw kota. Trochę mi tu niewyraźnie wygląda, ale światło w przedpokoju nie pozwala na dobre fotografowanie. Tu jak widać z pretensja w oczach pyta "dlaczego mi nie pozwalasz"... ech te koty. Niby nasze, a ja ciągle mam nieodparte wrażenie że jest dokładnie odwrotnie. To my jesteśmy ich.



Słowa na dzisiaj:

Najsilniejszym wojownikiem jest ten, kto pokonał sam siebie.
                                                                                       Konfucjusz























sobota, 23 lipca 2011

201 czyli blogoexpress

No więc tak, w końcu mam wakacje, właściwie od 3 dni. I chyba z tego powodu świat wyje, płacze, dmucha i inne takie atrakcje nam powoduje... nie wiedziałam, że deszcz może padać w poprzek :) Czuję się trochę listopadowo, w ciepłych, góralskich skarpetach oglądając stare odcinki Ally Mcbeal i popijając porzeczkową herbatę. Jutro wyjeżdżam i właściwie nie wiem co z tym fantem zrobić... co spakować, a raczej czy dobrze spakowane... jak tu zabrać wszystkiego po trochę?

A na razie blogoexpressowe migawki, bo działo się dużo, a właściwie to nic się nie działo :)

Na polach co miało, to dojrzało, teraz czekać tylko trzeba na jakąś letnią,  nie listopadową pogodę...



Balkon zakwitł, zaskakując mnie samą... choć niby wszystko miałam dokładnie zaplanowane...



Pomidory dojrzały

Przetwory się zrobiły...

Kota jak zwykle zaciekawiona i zdziwiona światem...


Który wygląda z okna tak
Niedługo wracam, mam nadzieję że z weną w walizce...

sobota, 4 czerwca 2011

upał

Spędzanie upalnego dnia w mieście nie należy do najprzyjemniejszych, dlatego trzeba sobie ten czas uprzyjemnić. Dziwnie się złożyło że mimo braku ochoty na skrapowanie, a właściwie na cokolwiek powolutku zrobiłam kartkę która jest wyobrażeniem lekkiego i słonecznego lata. 


Strasznie podoba mi się ten primowy motyl. Przypomina modraszki które można zobaczyć w letnie popołudnie na polnych drogach...
 Zresztą ostatnie serie papierów Primy uważam za bardzo trafione.


Kolorystykę zaczerpnęłam z tych zdjęć porannych, jeszcze przed poranną jajecznicą... kocham te wsiowe, zielone jajka.



A kota jak zwykle ma w tej sprawie najwięcej do powiedzenia... ona tez lubi :) hm chyba trochę spłowiała przez te wizyty na balkonie.


sobota, 28 maja 2011

piwoniowe opowieści

No cóż, moje craftowe poczynania nadal oscylują wokół kwiatowych kompozycji i balkonowej rewolucji. Na balkonie dzieje się tak że za chwilę całe wieczory będę spędzać na podlewaniu. Połówek został poproszony o delikatne, acz stanowcze protesty przy nowych zakupach. Skończyło się tym, że przy wyborze osteospermum zaproponował wzięcie wszystkich dostępnych kolorów... Dobrze mieć przyjaciela w domu ;)


Poza tym zakwitły piwonie, które kocham miłością wielką... może nawet nie kwiaty, ale zapach który przypomina mi wyśniony w dzieciństwie ogród babci. Ta kompozycja to delikatna próba połączenia wielkich różowych kwiatów piwonii i alstroemerii  których pełna pracowa szklarnia aż prosi o wypróbowanie czegoś nowego.



 I już wiem kto mi podpija poranną kawę, na szczęście wtedy, gdy jest już zimna i nieprzydatna ;)


i tym optymistycznym akcentem, miłego weekendu :)

niedziela, 22 maja 2011

cudowny majowy weekend

Dawno takiego nie miałam, bardzo dawno... spokojne poranki z kawą na balkonie, spokojne gotowanie, wyprawa na przeludniony plac z różnościami... Ech ładować akumulatory można również w domu... dzisiaj będzie sporo zdjęć bo jakoś znów mi aparat przywarł do ręki, i jakiś lżejszy się wydaje...

 7 rano, czarna dla połówka i latte dla mnie...



Na balkonie zagościły już pomidory. Wybrałam grupę koktajlowych odmiany "koralik" która świetnie nadaje się do warunków balkonowych...  Obok nich rosną sobie selery naciowe... mam nadzieję że coś z nich będzie :)


 Moje zioła rosną jak szalone... A worek lniany to pomysł na brzydkie "techniczne" czarne, plastikowe doniczki. Jakoś z nimi lepiej całość wygląda.


 No i kota, niestety w szelkach i na smyczy. Miałam nadzieję że na wędrówki do sąsiadów nie będzie miała już ochoty, ale niestety ona miała inne plany...




A to zdobycze z giełdy kwiatowej. Jakoś dziwnie się złożyło że w torbie wylądowały tylko białe i ecru, na szczęście ecolina sprawdza się tu świetnie więc właściwie dobrze się złożyło.